23.2 C
Warszawa
sobota, 20 czerwca, 2026
spot_imgspot_img

Top 5 tego tygodnia

spot_img

Powiązane posty

Branże marihuany i konopi muszą działać jak ruchy – a nie rynki – aby odnosić polityczne zwycięstwa (Op-Ed)

Kredyt: Getty Images

„Jeśli nie zbudujemy prawdziwych, trwałych kampanii rzeczniczych – takich, które mobilizują wyborców, zalewają skrzynki pocztowe prawodawców i dominują w lokalnych cyklach informacyjnych – będziemy nadal tracić grunt”.

Gretchen Gailey, Project Champion

Przejście SB 3 w Teksasie, zakazujące sprzedaży prawie wszystkich produktów kannabinoidowych pochodzących z konopi, jest czymś więcej niż tylko kolejną porażką legislacyjną – to syrena.

Zbyt długo branże konopi i marihuany polegały na zakulisowym lobbingu i cichych negocjacjach, aby chronić swoją przyszłość. Ale same notatki polityczne i briefy prawne nie powstrzymają machiny politycznej, która wciąż postrzega konopie indyjskie przez pryzmat strachu, stygmatyzacji i dezinformacji.

Dla tych z nas, którzy spędzili lata na budowaniu tego sektora od podstaw, był to cios w brzuch. Ale to nie była tylko strata polityczna – to była polityczna porażka. I powinno to służyć jako sygnał ostrzegawczy. Jeśli nie zbudujemy prawdziwych, trwałych kampanii rzeczniczych – takich, które mobilizują wyborców, zalewają skrzynki pocztowe prawodawców i dominują w lokalnych cyklach informacyjnych – będziemy nadal tracić grunt.

Ustawa SB 3 nie pojawiła się znikąd. Jest to wynik skoordynowanych wysiłków ze strony zwolenników prohibicji, lobby organów ścigania i niedoinformowanych decydentów, którzy nadal traktują legalne konopie i marihuanę jako zagrożenia, a nie możliwości gospodarcze i zdrowotne.

Przemysł konopny w Teksasie – zbudowany przez przedsiębiorców, weteranów, zwolenników dobrego samopoczucia i rodziny z klasy robotniczej – został złapany na gorącym uczynku. Pomimo wysiłków lobbingowych, ustawa przeszła przez legislaturę. Dlaczego? Ponieważ nie było wystarczającej presji opinii publicznej. Brak masowej mobilizacji publicznej. Brak ukierunkowanych kampanii. Brak wiarygodnego zagrożenia wyborczego. Tylko ciche spotkania w cichych pokojach.

Jeśli brzmi to znajomo, to powinno. Branża konopi indyjskich widziała to w całym kraju. Ale wiemy też, co działa. W każdym stanie, w którym legalizacja odniosła sukces, to nie lobbyści doprowadzili ją do mety – to ludzie. Wyborcy in Colorado. Rzecznicy w Michigan. Pacjenci i rodzice w Missouri. Presja oddolna, trwałe organizowanie i kształtowanie narracji publicznej umożliwiły te zwycięstwa. Musimy wrócić do tego podręcznika – i to szybko.

Co prowadzi nas do Pensylwanii.

W tym roku Commonwealth ma realną szansę na legalizację marihuany dla dorosłych. Gubernator Josh Shapiro (D) publicznie poparł legalizację, a legislatura nabiera rozpędu. Ale nie popełnij błędu – to nie będzie łatwizna. Wciąż istnieje opozycja, a konkurujące ze sobą interesy już próbują ukształtować ustawę w sposób, który może wykluczyć dotychczasowych operatorów i małe firmy. Jeśli potraktujemy to jak kolejny wewnętrzny mecz baseballowy, ryzykujemy, że ta chwila ucieknie – lub, co gorsza, będziemy obserwować, jak zepsuty, wykluczający system zostaje skodyfikowany w prawie.

Pensylwania jest polem bitwy o znaczeniu ogólnokrajowym. To purpurowy stan, w którym funkcjonuje solidny program medycznej marihuany, duża populacja weteranów i pracowników związkowych oraz kwitnąca szara strefa gospodarki konopnej. Legalizacja marihuany w tym stanie mogłaby posłużyć za wzór dla całego północnego wschodu, a nawet wpłynąć na działania władz federalnych.

Ale tylko wtedy, gdy pojawi się branża. Nie tylko z lobbystami i grupami handlowymi – z prawdziwymi ludźmi. Z kampaniami, które stawiają pacjentów, rolników i przedsiębiorców na pierwszym planie. Z wiecami, presją medialną, reklamami cyfrowymi i budowaniem koalicji, która obejmuje linie ideologiczne.

Nie możemy sobie pozwolić na przegapienie kolejnej okazji, tak jak to miało miejsce w Teksasie. I nie możemy polegać na tym samym starym podręczniku, który zawodzi nas w kluczowych momentach. To nie jest podsycanie strachu. To schemat.

Widzieliśmy to w Nowym Jorku, gdzie opóźnienia we wdrażaniu i chaos w egzekwowaniu prawa podważyły cele związane z równością. Widzieliśmy to w Kalifornii, gdzie tradycyjni rolnicy toną w regulacjach i podatkach, podczas gdy nielegalny rynek kwitnie. Widzimy to teraz w Teksasie, gdzie kwitnący sektor konopi – jeden z jedynych dostępnych legalnych rynków w stanie – został zlikwidowany podczas jednej sesji legislacyjnej, ponieważ nie było tam podstaw politycznych.

Postawmy sprawę jasno: lobbyści mają swoje miejsce. Są niezbędni do przekładania złożonej polityki na działania i negocjowania języka, który może przetrwać głosowanie. Ale lobbing nie jest substytutem presji publicznej.

Branże, z którymi się zmagamy – farmaceutyczna, alkoholowa, egzekwowania prawa, prohibicyjne organizacje non-profit – rozumieją to. Finansują kampanie medialne. Wpływają na opinię publiczną. Sprowadzają wyborców do ratuszy. Musimy grać w tę samą grę – i grać, aby wygrać.

Sektory marihuany i konopi muszą myśleć jak ruchy, a nie rynki. Oznacza to budowanie infrastruktury politycznej: platform zaangażowania wyborców, zespołów szybkiego reagowania, oddolnych sieci darczyńców i inicjatyw opowiadania historii, które humanizują naszą walkę. Oznacza to współpracę z grupami praw obywatelskich, organizacjami weteranów, zwolennikami pacjentów, a nawet sceptycznymi decydentami – nie tylko w celu uchwalenia ustaw, ale także zmiany poglądów.

Ponieważ wojna z marihuaną zawsze miała charakter polityczny. A jej cofnięcie wymaga czegoś więcej niż tylko zmian w polityce. Wymaga siły politycznej, takiej, jaką można zbudować tylko na otwartej przestrzeni, z ludźmi, presją i celem. Dopóki nie potraktujemy tego w ten sposób – z prawdziwą infrastrukturą kampanii, edukacją wyborców i zorganizowaną siłą oddolną – będziemy tracić grunt nawet w stanach, w których powinniśmy wygrywać.

Jeśli Twoja firma działa w branży konopi, marihuany lub gdziekolwiek pomiędzy, Twoje przetrwanie zależy od poparcia politycznego – a nie tylko zaangażowania w politykę. Ustawa SB 3 pokazała nam, co się dzieje, gdy branża pozostaje w cieniu. Pensylwania oferuje nam szansę, by zrobić to inaczej.

Okno się zamyka. Nadszedł czas, aby działać tak, jakbyśmy zasługiwali na wygraną.

Gretchen Gailey jest prezesem Project Champion, kolektywu byłych zawodowych sportowców opowiadających się za rozsądną reformą marihuany i konopi. Jest weteranką strategii komunikacji i byłą dziennikarką z ponad 20-letnim doświadczeniem medialnym i politycznym, obecnie prowadzącą krajowe kampanie i działania polityczne dotyczące konopi indyjskich.

Jeśli kalifornijska podwyżka podatku od marihuany wejdzie w życie w przyszłym miesiącu, konsumenci i firmy ucierpią – ale istnieje rozwiązanie (Op-Ed)

MEDCAN24 jest możliwy dzięki wsparciu czytelników. Jeśli polegasz na naszym dziennikarstwie wspierającym konopie indyjskie, aby być na bieżąco, rozważ miesięczne zobowiązanie Patreon.



Popularne artykuły