W tym tygodniu w Arlington w stanie Wirginia odbywa się prawdopodobnie najbardziej znaczące przesłuchanie w historii Stanów Zjednoczonych, a nawet światowej branży konopi indyjskich.
Przesłuchanie przed sędzią administracyjnym (ALJ), które ma rozstrzygnąć, czy konopie przeznaczone do użytku przez osoby dorosłe zostaną przeniesione do wykazu III wraz z konopiami medycznymi, trwa obecnie drugi z trzech tygodni.
W ciągu około 10 tygodni, które upłynęły od momentu, gdy pełniący obowiązki prokuratora generalnego Todd Blanche wydał ostateczne zarządzenie przenoszące dwie kategorie konopi indyjskich z wykazu I do wykazu III – mianowicie konopie zawarte w produkcie leczniczym zatwierdzonym przez FDA (obejmującym wyłącznie Epidyolex) oraz konopie objęte stanową licencją na konopie medyczne – przesłanki inwestowania w ten sektor uległy już znaczącej zmianie.
Jak MEDCAN24 donosił w zeszłym miesiącu, niektóre z największych amerykańskich MSO czekają na wynik przesłuchania przed sędzią administracyjnym (ALJ), zanim zaoferują swoje akcje inwestorom na czołowych giełdach w kraju. Chociaż zmiana klasyfikacji konopi przeznaczonych dla osób dorosłych oszczędziłaby tym firmom wielu kłopotów, rozsądną strategią inwestycyjną może być już teraz skupienie się na segmencie konopi medycznych.
Droga, a nie roślina
Podczas pierwszej „zielonej fali” pod koniec lat 2010. i na początku lat 2020. największą uwagę przyciągały firmy, które potrafiły pozyskać najwięcej środków i rozwijać się najszybciej.
Po bolesnym doświadczeniu, które pokazało, że model ten był z natury wadliwy zarówno dla samych firm, jak i ich inwestorów, uwaga przeniosła się na przedsiębiorstwa zdolne do opracowania, standaryzacji i klinicznego zatwierdzenia produktu, dysponujące jednocześnie łańcuchem dostaw umożliwiającym jego szeroką dystrybucję.
Nowym „świętym Graalem” dla podmiotów działających na rynku konopi indyjskich nie jest już sama potęga finansowa, ale specjaliści dysponujący przemyślanymi strategiami rozwoju leków oraz niepodważalną ochroną własności intelektualnej.
Substancja z wykazu III może być produkowana, dystrybuowana i wydawana przez podmiot posiadający ważną rejestrację w DEA, badana bez ograniczeń, które tak utrudniały badania nad substancjami z wykazu I, oraz poddawana procesowi zatwierdzania przez FDA jako lek na receptę.
Mając to na uwadze, czy zatwierdzenie konopi indyjskich do użytku przez osoby dorosłe w ramach zmiany klasyfikacji sprawi, że kwestia ta stanie się całkowicie zbędna?
Mark E. Merritt, były analityk rynku akcji, który obecnie pisze o globalnej branży konopi indyjskich, twierdzi, że szersza zmiana klasyfikacji prowadzi do utowarowienia konopi. Na rynkach takich jak Kanada, a nawet na bardziej restrykcyjnym niemieckim rynku medycznym, napływ konopi spowodował wyścig w kierunku konopi o niskiej cenie i wysokiej zawartości THC.
Trudniej do przekształcenia w towar są zastrzeżone receptury, mechanizmy podawania, dane kliniczne oraz ugruntowana marka. Zgodnie z tą interpretacją bardziej liberalny rynek osłabia pozycję hodowców i przenosi wartość w stronę firm, które są właścicielami tej warstwy.
Zmiana klasyfikacji nie ma również wpływu na ścieżkę farmaceutyczną. Nie zezwala ona na sprzedaż konopi indyjskich jako zwykłego produktu ponad granicami stanowymi, a lek na bazie kannabinoidów nadal musi przejść pełny proces składania wniosku o rejestrację nowego leku (New Drug Application), aby mógł być przepisywany na terenie całego kraju. Ta ścieżka jest otwarta wyłącznie dla firm, które już zajmują się opracowywaniem preparatów i pracą kliniczną, niezależnie od tego, co stanie się z rynkiem produktów przeznaczonych dla osób dorosłych.
Merritt twierdzi, że większość inwestorów ocenia firmy z branży konopi indyjskich na podstawie wykresów kursów akcji i przeoczyła przedsiębiorstwa budowane od podstaw w celu opracowywania leków farmaceutycznych. Dodaje, że liczba firm łączących tanie źródła zaopatrzenia, własną platformę opracowywania preparatów, realną bazę przychodów oraz portfolio badań klinicznych jest bliska zeru.
CZYTAJ WIĘCEJ…
Avicanna – studium przypadku
Avicanna, notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Toronto pod symbolem AVCN, to firma biofarmaceutyczna na etapie komercjalizacji, która od dziesięciu lat koncentruje się na lekach opartych na kannabinoidach, a nie na dostawach produktów rekreacyjnych.
Prowadzi cztery powiązane ze sobą jednostki biznesowe. Rho Phyto to portfolio zastrzeżonych, standaryzowanych produktów medycznych do stosowania nieinhalacyjnego, obejmujące preparaty doustne, podjęzykowe, miejscowe i przezskórne. MyMedi.ca, dawna platforma medycznej marihuany Shoppers Drug Mart, którą firma przejęła w 2023 r., łączy pacjentów z lekarzami i farmaceutami oraz generuje większość obecnych przychodów.
W ramach portfela produktów farmaceutycznych opracowywane są preparaty przeznaczone do konkretnych wskazań w takich obszarach, jak przewlekły ból, dermatologia i zaburzenia neurologiczne. Podstawą tego wszystkiego jest Santa Marta Golden Hemp (SMGH), kolumbijska spółka zależna, w której firma posiada 60% udziałów, dostarczająca aktywne składniki farmaceutyczne oraz uprawiająca ekologiczne kwiaty z certyfikatem GACP we współpracy z Grupo Daabon, jedną z największych grup zajmujących się rolnictwem ekologicznym w Ameryce Południowej.
Argumentem biznesowym jest to, że te jednostki wzajemnie się wzmacniają. Kolumbijskie dostawy zapewniają niedrogie, wysokiej jakości surowce dla działalności związanej z opracowywaniem preparatów, które są wprowadzane na rynek za pośrednictwem platformy medycznej generującej rzeczywiste dane pacjentów, co z kolei stanowi podstawę dla linii produktów klinicznych.
Merritt opisuje ten wynik jako samowzmacniający się system własności intelektualnej, a nie zbiór aktywów, i twierdzi, że można go przenieść na nowe rynki właśnie dlatego, że Avicanna nie jest producentem gotowych produktów, lecz właścicielem receptur i technologii dostarczania, w tym platformy szybkiej emulsji mającej zastosowanie w kategoriach produktów spożywczych i napojów.
Był to jak dotąd najlepszy rok w historii firmy. Za rok zakończony 31 grudnia 2025 r. spółka odnotowała przychody w wysokości 25,5 mln CAD, co stanowiło wynik zasadniczo na poziomie przychodów z 2024 r.
Chociaż przychody nie wzrosły, marża brutto wzrosła do 53%, a w czwartym kwartale odnotowano dodatni skorygowany wskaźnik EBITDA na poziomie 0,31 mln CAD, co pozwoliło firmie zbliżyć się do progu rentowności w ujęciu całorocznym. Firma nie ma żadnego zadłużenia.
Wszystko to przy kapitalizacji rynkowej wynoszącej około 15 mln CAD, przy czym akcje notowane są na poziomie bliskim 0,13 CAD. Merritt uważa, że spółka jest znacznie niedowartościowana.
Sceptycyzm rynku nie jest jednak bezpodstawny. Przychody utrzymują się na stałym poziomie od kilku kwartałów, a inwestycje w działania medyczne niezbędne do ponownego pobudzenia wzrostu przychodów są właśnie tym, z czym firma borykająca się z brakiem kapitału ma trudności w sfinansowaniu. Kurs akcji spadł z szczytowego poziomu powyżej 7 CAD do kilku centów. Największy akcjonariusz od ponad roku systematycznie sprzedaje akcje, co stanowi presję na cenę niezależnie od wyników podstawowej działalności, a firma wielokrotnie pozyskiwała niewielkie kwoty kapitału, by utrzymać płynność finansową – ostatnio poprzez prywatne emisje akcji w lutym i czerwcu.
Merritt interpretuje spadek ceny akcji jako wynik sprzedaży akcji przez akcjonariusza oraz negatywnych nastrojów, a nie pogorszenia się sytuacji biznesowej, i dlatego postrzega to jako samą okazję. Uważa on, że bardziej zorientowany na zastosowania medyczne, zrewolucjonizowany rynek globalny ostatecznie wymusi zmianę wyceny.
Jest to teza, a nie fakt, i należy ją rozpatrywać w kontekście jego własnego oświadczenia, że posiada akcje tej spółki. Następnie spekuluje on, że koszty uprawy mogą spaść do 0,10–0,25 USD za gram, opierając się na wywiadach z dyrektorem generalnym Arasem Azadianem, a długoterminowa wycena może sięgać miliardów.
Postępowanie w Arlington ma się zakończyć najpóźniej 15 lipca, choć zalecenie sędziego administracyjnego (ALJ) nie ma charakteru wiążącego, a administrator DEA nie ma wyznaczonego terminu na podjęcie działań w tej sprawie.
Niezależnie od wyniku, kierunek wyznaczony w kwietniowym postanowieniu raczej nie ulegnie odwróceniu. Wartość na rynku bardziej zorientowanym na zastosowania medyczne i podlegającym ściślejszej regulacji wciąż przesuwa się w stronę firm, które potrafią opracowywać preparaty, standaryzować je, dystrybuować za pośrednictwem regulowanych kanałów oraz generować dowody kliniczne.
W tym tygodniu w Arlington w stanie Wirginia odbywa się prawdopodobnie najbardziej znaczące przesłuchanie w historii Stanów Zjednoczonych, a nawet światowej branży konopi indyjskich.
Przesłuchanie przed sędzią administracyjnym (ALJ), które ma rozstrzygnąć, czy konopie przeznaczone do użytku przez osoby dorosłe zostaną przeniesione do wykazu III wraz z konopiami medycznymi, trwa obecnie drugi z trzech tygodni.
W ciągu około 10 tygodni, które upłynęły od momentu, gdy pełniący obowiązki prokuratora generalnego Todd Blanche wydał ostateczne zarządzenie przenoszące dwie kategorie konopi indyjskich z wykazu I do wykazu III – mianowicie konopie zawarte w produkcie leczniczym zatwierdzonym przez FDA (obejmującym wyłącznie Epidyolex) oraz konopie objęte stanową licencją na konopie medyczne – przesłanki inwestowania w ten sektor uległy już znaczącej zmianie.
Jak MEDCAN24 donosił w zeszłym miesiącu, niektóre z największych amerykańskich MSO czekają na wynik przesłuchania przed sędzią administracyjnym (ALJ), zanim zaoferują swoje akcje inwestorom na czołowych giełdach w kraju. Chociaż zmiana klasyfikacji konopi przeznaczonych dla osób dorosłych oszczędziłaby tym firmom wielu kłopotów, rozsądną strategią inwestycyjną może być już teraz skupienie się na segmencie konopi medycznych.
Droga, a nie roślina
Podczas pierwszej „zielonej fali” pod koniec lat 2010. i na początku lat 2020. największą uwagę przyciągały firmy, które potrafiły pozyskać najwięcej środków i rozwijać się najszybciej.
Po bolesnym doświadczeniu, które pokazało, że model ten był z natury wadliwy zarówno dla samych firm, jak i ich inwestorów, uwaga przeniosła się na przedsiębiorstwa zdolne do opracowania, standaryzacji i klinicznego zatwierdzenia produktu, dysponujące jednocześnie łańcuchem dostaw umożliwiającym jego szeroką dystrybucję.
Nowym „świętym Graalem” dla podmiotów działających na rynku konopi indyjskich nie jest już sama potęga finansowa, ale specjaliści dysponujący przemyślanymi strategiami rozwoju leków oraz niepodważalną ochroną własności intelektualnej.
Substancja z wykazu III może być produkowana, dystrybuowana i wydawana przez podmiot posiadający ważną rejestrację w DEA, badana bez ograniczeń, które tak utrudniały badania nad substancjami z wykazu I, oraz poddawana procesowi zatwierdzania przez FDA jako lek na receptę.
Mając to na uwadze, czy zatwierdzenie konopi indyjskich do użytku przez osoby dorosłe w ramach zmiany klasyfikacji sprawi, że kwestia ta stanie się całkowicie zbędna?
Mark E. Merritt, były analityk rynku akcji, który obecnie pisze o globalnej branży konopi indyjskich, twierdzi, że szersza zmiana klasyfikacji prowadzi do utowarowienia konopi. Na rynkach takich jak Kanada, a nawet na bardziej restrykcyjnym niemieckim rynku medycznym, napływ konopi spowodował wyścig w kierunku konopi o niskiej cenie i wysokiej zawartości THC.
Trudniej do przekształcenia w towar są zastrzeżone receptury, mechanizmy podawania, dane kliniczne oraz ugruntowana marka. Zgodnie z tą interpretacją bardziej liberalny rynek osłabia pozycję hodowców i przenosi wartość w stronę firm, które są właścicielami tej warstwy.
Zmiana klasyfikacji nie ma również wpływu na ścieżkę farmaceutyczną. Nie zezwala ona na sprzedaż konopi indyjskich jako zwykłego produktu ponad granicami stanowymi, a lek na bazie kannabinoidów nadal musi przejść pełny proces składania wniosku o rejestrację nowego leku (New Drug Application), aby mógł być przepisywany na terenie całego kraju. Ta ścieżka jest otwarta wyłącznie dla firm, które już zajmują się opracowywaniem preparatów i pracą kliniczną, niezależnie od tego, co stanie się z rynkiem produktów przeznaczonych dla osób dorosłych.
Merritt twierdzi, że większość inwestorów ocenia firmy z branży konopi indyjskich na podstawie wykresów kursów akcji i przeoczyła przedsiębiorstwa budowane od podstaw w celu opracowywania leków farmaceutycznych. Dodaje, że liczba firm łączących tanie źródła zaopatrzenia, własną platformę opracowywania preparatów, realną bazę przychodów oraz portfolio badań klinicznych jest bliska zeru.
CZYTAJ WIĘCEJ…
Avicanna – studium przypadku
Avicanna, notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Toronto pod symbolem AVCN, to firma biofarmaceutyczna na etapie komercjalizacji, która od dziesięciu lat koncentruje się na lekach opartych na kannabinoidach, a nie na dostawach produktów rekreacyjnych.
Prowadzi cztery powiązane ze sobą jednostki biznesowe. Rho Phyto to portfolio zastrzeżonych, standaryzowanych produktów medycznych do stosowania nieinhalacyjnego, obejmujące preparaty doustne, podjęzykowe, miejscowe i przezskórne. MyMedi.ca, dawna platforma medycznej marihuany Shoppers Drug Mart, którą firma przejęła w 2023 r., łączy pacjentów z lekarzami i farmaceutami oraz generuje większość obecnych przychodów.
W ramach portfela produktów farmaceutycznych opracowywane są preparaty przeznaczone do konkretnych wskazań w takich obszarach, jak przewlekły ból, dermatologia i zaburzenia neurologiczne. Podstawą tego wszystkiego jest Santa Marta Golden Hemp (SMGH), kolumbijska spółka zależna, w której firma posiada 60% udziałów, dostarczająca aktywne składniki farmaceutyczne oraz uprawiająca ekologiczne kwiaty z certyfikatem GACP we współpracy z Grupo Daabon, jedną z największych grup zajmujących się rolnictwem ekologicznym w Ameryce Południowej.
Argumentem biznesowym jest to, że te jednostki wzajemnie się wzmacniają. Kolumbijskie dostawy zapewniają niedrogie, wysokiej jakości surowce dla działalności związanej z opracowywaniem preparatów, które są wprowadzane na rynek za pośrednictwem platformy medycznej generującej rzeczywiste dane pacjentów, co z kolei stanowi podstawę dla linii produktów klinicznych.
Merritt opisuje ten wynik jako samowzmacniający się system własności intelektualnej, a nie zbiór aktywów, i twierdzi, że można go przenieść na nowe rynki właśnie dlatego, że Avicanna nie jest producentem gotowych produktów, lecz właścicielem receptur i technologii dostarczania, w tym platformy szybkiej emulsji mającej zastosowanie w kategoriach produktów spożywczych i napojów.
Był to jak dotąd najlepszy rok w historii firmy. Za rok zakończony 31 grudnia 2025 r. spółka odnotowała przychody w wysokości 25,5 mln CAD, co stanowiło wynik zasadniczo na poziomie przychodów z 2024 r.
Chociaż przychody nie wzrosły, marża brutto wzrosła do 53%, a w czwartym kwartale odnotowano dodatni skorygowany wskaźnik EBITDA na poziomie 0,31 mln CAD, co pozwoliło firmie zbliżyć się do progu rentowności w ujęciu całorocznym. Firma nie ma żadnego zadłużenia.
Wszystko to przy kapitalizacji rynkowej wynoszącej około 15 mln CAD, przy czym akcje notowane są na poziomie bliskim 0,13 CAD. Merritt uważa, że spółka jest znacznie niedowartościowana.
Sceptycyzm rynku nie jest jednak bezpodstawny. Przychody utrzymują się na stałym poziomie od kilku kwartałów, a inwestycje w działania medyczne niezbędne do ponownego pobudzenia wzrostu przychodów są właśnie tym, z czym firma borykająca się z brakiem kapitału ma trudności w sfinansowaniu. Kurs akcji spadł z szczytowego poziomu powyżej 7 CAD do kilku centów. Największy akcjonariusz od ponad roku systematycznie sprzedaje akcje, co stanowi presję na cenę niezależnie od wyników podstawowej działalności, a firma wielokrotnie pozyskiwała niewielkie kwoty kapitału, by utrzymać płynność finansową – ostatnio poprzez prywatne emisje akcji w lutym i czerwcu.
Merritt interpretuje spadek ceny akcji jako wynik sprzedaży akcji przez akcjonariusza oraz negatywnych nastrojów, a nie pogorszenia się sytuacji biznesowej, i dlatego postrzega to jako samą okazję. Uważa on, że bardziej zorientowany na zastosowania medyczne, zrewolucjonizowany rynek globalny ostatecznie wymusi zmianę wyceny.
Jest to teza, a nie fakt, i należy ją rozpatrywać w kontekście jego własnego oświadczenia, że posiada akcje tej spółki. Następnie spekuluje on, że koszty uprawy mogą spaść do 0,10–0,25 USD za gram, opierając się na wywiadach z dyrektorem generalnym Arasem Azadianem, a długoterminowa wycena może sięgać miliardów.
Postępowanie w Arlington ma się zakończyć najpóźniej 15 lipca, choć zalecenie sędziego administracyjnego (ALJ) nie ma charakteru wiążącego, a administrator DEA nie ma wyznaczonego terminu na podjęcie działań w tej sprawie.
Niezależnie od wyniku, kierunek wyznaczony w kwietniowym postanowieniu raczej nie ulegnie odwróceniu. Wartość na rynku bardziej zorientowanym na zastosowania medyczne i podlegającym ściślejszej regulacji wciąż przesuwa się w stronę firm, które potrafią opracowywać preparaty, standaryzować je, dystrybuować za pośrednictwem regulowanych kanałów oraz generować dowody kliniczne.
Cannabis Law Resources in Poland
Explore essential legal pages about cannabis cultivation, sales, and medical product regulations in Poland. These resources will guide you through permissions, certifications, and compliance requirements.
-
Polish News Registration and Interests of Cannabis Businesses
-
Permissions for Cannabis Sales in Poland
-
Authorization for Importing or Manufacturing Medical Products
-
Permission for Manufacturing or Importing Medical Products
-
Certificate of Good Manufacturing Practices (GMP)
-
Registration of Medical Products in Poland



