„Organy regulacyjne stoją przed wyborem: stawić czoła inwersji za pomocą znaczącego nadzoru lub pozwolić legalizacji przekształcić się w monopol i oszustwo”.
Damian Fagon, Parabola Center for Law & Policy
Nowy Jork wkracza w miesiąc znany w branży konopi indyjskich jako „Croptober” z problemem, którego nie może dłużej ignorować: Znaczna część tego, co jest sprzedawane jako marihuana domowej roboty, nie jest w ogóle uprawiana w stanie.
Praktyka ta, znana jako inwersja, polega na kierowaniu taniej marihuany ze stanów o nadmiernej podaży na licencjonowany rynek Nowego Jorku, gdzie jest ona fałszywie sprzedawana jako produkowana lokalnie. Jest to proste, opłacalne i coraz bardziej bezczelne. W związku z trwającym sezonem zbiorów i wciąż słabym nadzorem, inwersja może stać się normą na najszybciej rozwijającym się legalnym rynku w kraju.
Wiosną 2025 r. stanowe organy regulacyjne poddały kwarantannie produkty o wartości około 10 milionów dolarów podczas badania inwersji, po którym w czerwcu nastąpiło szersze wycofanie. Ale nowojorski system od nasion do sprzedaży, Metrc, nie będzie w pełni operacyjny do końca grudnia 2025 roku. Do tego czasu ten Croptober zapewnia osłonę dla ton odwróconej podaży.
Korzenie tego problemu sięgają daleko poza Nowy Jork.
Kalifornia była pionierem modelu nadpodaży. Wczesna legalizacja umożliwiła firmom gromadzenie dziesiątek małych licencji na uprawę, produkując znacznie więcej konopi niż lokalny popyt. Kiedy w 2023 r. otwarto duże licencje, produkcja skonsolidowała się, a dziesięć procent najlepszych kultywatorów kontrolowało około 60 procent areału, a miliony stóp kwadratowych skupiły się pod garstką operatorów.
Na początku 2025 r. legalna sprzedaż w Kalifornii spadła o 11% rok do roku, ponieważ jej licencjonowana nadpodaż przeniosła się do legalnych i nielegalnych sklepów w Nowym Jorku.
Michigan podążyło za scenariuszem, ale poszło dalej. Stan wyraźnie zezwolił na łączenie licencji na uprawy klasy C w jednym miejscu, napędzając uprawy na skalę przemysłową. Do czerwca 2025 r. organy regulacyjne wydały licencje na około 3,2 miliona roślin, czyli ponad półtorej rośliny na konsumenta w stanie. Kwiat, który kiedyś sprzedawano za ponad 500 USD za uncję, teraz kosztuje średnio 60 USD. W tym samym miesiącu organy regulacyjne odnotowały czwarty z rzędu spadek sprzedaży rok do roku.
Nadwyżki w Kalifornii i Michigan nie pozostają ograniczone; są wchłaniane przez rynek nowojorski.
Licencjonowani nowojorscy operatorzy wyjaśniają mechanikę (w tym w wywiadzie z licencjonowanym kultywatorem i brokerem, który nie chciał być wymieniony z nazwiska): Hodowcy fałszują raporty zbiorów, rejestrując fałszywe zakupy hurtowe lub utylizację mało wartościowej materii roślinnej. Kiedy przybywa marihuana spoza stanu, jest ona rejestrowana pod tymi zawyżonymi sumami i przedstawiana jako część ich lokalnej produkcji. W niektórych przypadkach jest ona wręcz zamieniana na zbiory w kraju. Przetwórcy powielają ten schemat, zgłaszając wydajność wydobycia znacznie wyższą niż wkłady mogłyby kiedykolwiek wyprodukować.
Zachęty są zbyt dobrze dopasowane. Stany z nadpodażą produkują marihuanę po najniższych cenach. Śledzenie w Nowym Jorku jest opóźnione, inspekcje ograniczone, a kary trywialne w porównaniu do zysków. Licencjonowani rolnicy siedzą na niesprzedanych, zgodnych z przepisami zbiorach, podczas gdy inwersja zapełnia półki naszych aptek. Konsumenci tracą zaufanie, że „New York grown” oznacza to, co twierdzi, a ryzyko bezpieczeństwa wzrasta, gdy pochodzenie jest nieznane. Mówiąc wprost, nasz rynek nie może przetrwać, gdy oszustwo jest łatwiejsze niż przestrzeganie przepisów.
Najnowsze badania potwierdzają, że liberalny klimat regulacyjny jest najsilniejszym czynnikiem przyciągającym firmy konopne. Właśnie dlatego firmy skupiają się w Michigan, Oklahomie i Kalifornii, niezależnie od przynależności geograficznej. Ich luźne systemy destabilizują nie tylko ich własne rynki, ale także rynki sąsiednich stanów.
Jak Nowy Jork może zamknąć inwersję
Metrc może śledzić papierkową robotę, ale nie może powstrzymać oszustw przed wpisywaniem ich jako faktów. Zapobiega przedostawaniu się licencjonowanej marihuany na nielegalny rynek, ale nie może powstrzymać nielegalnych dostaw przed wpisywaniem ich tak, jakby były uprawiane w Nowym Jorku. Aby wypełnić tę lukę, organy regulacyjne muszą połączyć raportowanie cyfrowe z rutynowymi audytami, niespodziewanymi inspekcjami i kontrolami w czasie rzeczywistym, które potwierdzą zgłoszone plony z rzeczywistą produkcją.
Reforma strukturalna jest równie pilna. Kumulacja licencji stworzyła nadwyżki, których rynek nie jest w stanie wchłonąć. Rynki, które wkrótce staną się legalne, takie jak Pensylwania i Wirginia, nie mogą powtórzyć tych błędów. Limity upraw, ograniczenia własnościowe i ograniczenia dotyczące konsolidacji wielu upraw w jednym miejscu są niezbędne, aby nadzór był realistyczny i zachował miejsce dla małych, przestrzegających przepisów hodowców.
Wreszcie, organy regulacyjne powinny stworzyć prawdziwą odpowiedzialność wobec konsumentów. Obecnie miejsca uprawy i przetwarzania są zgłaszane do Office of Cannabis Management (OCM), ale w dużej mierze ukryte przed opinią publiczną. Uwidocznienie tych informacji na etykietach produktów, zweryfikowane poprzez inspekcje i audyty na poziomie dystrybutora, pozwoliłoby kupującym odróżnić autentyczne zbiory z Nowego Jorku od importu. W połączeniu z karami, które przejmują nieuczciwie uzyskane zyski, a nie grzywny, takie reformy odwróciłyby zachęty, a inwersja nie byłaby już racjonalnym wyborem biznesowym.
Reformy na szczeblu stanowym nie mogą jednak naprawić krajowego braku równowagi.
Kalifornia zaprojektowała ten model niekontrolowanej podaży, a Michigan go rozwinął. Urzędnicy w tych stanach odmówili dostosowania produkcji do popytu, a ich zaniedbanie destabilizuje rynki daleko poza ich granicami.
Nowy Jork nie może nadal absorbować kosztów swojej porażki. Organy regulacyjne stoją przed wyborem: stawić czoła inwersji za pomocą znaczącego nadzoru lub pozwolić, by legalizacja przekształciła się w monopol i oszustwo. Przyszłość konopi rzemieślniczych, drobnych rolników i licencjobiorców kapitałowych będzie zależeć od tego, czy urzędnicy w końcu wyegzekwują obiecane systemy.
Damian Fagon jest byłym nowojorskim regulatorem rynku konopi indyjskich i pełni funkcję kierowniczą w Parabola Center for Law and Policy.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Chris Wallis // Side Pocket Images.



