W listopadzie 2012 roku, ja i moi sąsiedzi z Kolorado głosowaliśmy za legalizacją marihuany dla dorosłych.
W następnym miesiącu gubernator John Hickenlooper podpisał poprawkę 64 do konstytucji stanowej, natychmiast legalizując uprawę, posiadanie i używanie marihuany – choć na rozpoczęcie legalnej sprzedaży trzeba było poczekać ponad rok.
Wkrótce po historycznym podpisie Hickenloopera, po raz pierwszy zapragnąłem uprawiać konopie indyjskie. Nie mam zielonego kciuka, ale ile razy słyszałem powiedzenie: „Rośnie jak chwast”?
Ale czy naprawdę?
Wydawało się, że istnieje rozdźwięk. Jeśli konopie indyjskie kiełkują tak automatycznie i dziko, jak piękne, ale szkodliwe pnącza powoju rosnące wzdłuż mojego domu, to dlaczego istnieje potrzeba wielomilionowego rynku składników odżywczych? Dlaczego wciąż spieramy się o spektrum światła i podłoża uprawowe, skoro, bądźmy szczerzy, widzimy chwasty, które przetrwały, a nawet kwitną w najbardziej nieprawdopodobnych i niemożliwych miejscach?
Gdy marihuana w końcu stała się legalna po raz pierwszy we współczesnej historii, a konopie indyjskie przewyższyły alkohol jako mój osobisty środek odurzający z wyboru, nadszedł czas, aby wyhodować moją pierwszą roślinę. Ale zamiast zwracać się do moich kolegów-hodowców lub szukać porady ekspertów od uprawy, chciałem to zrobić na własnych warunkach.
Chciałem, aby ta roślina służyła jako swego rodzaju eksperyment w moim własnym domowym laboratorium i chciałem odpowiedzieć na odwieczne pytanie: Czy chwasty mogą rosnąć jak chwasty?
Znalezienie rośliny
W pobliżu mojego domu znajduje się skromny sklep z medyczną marihuaną, do którego czasem zaglądam. Personel jest zawsze przyjazny; przy zameldowaniu otrzymujesz zimny napój do wyboru i doceniam ich wybór produktów spożywczych.
Kiedy zatrzymałem się wczesnym latem tego roku i zauważyłem pustą ladę z klonami, zapytałem, gdzie są wszystkie ich rośliny.
„Zawsze sprzedają się tak szybko” – odpowiedział budtender.
Podczas mojej kolejnej wizyty miesiąc później, zwróciłem uwagę na ich wybór klonów, młodych roślin, które są prawie nierozpoznawalne jako konopie indyjskie. Zapytałem kobietę za ladą o jej ulubioną odmianę z dominującą sativą, a kilka minut później wracałem do domu z uzupełnionym zapasem produktów spożywczych i kruchą małą rośliną, która wydawała się, jakby mogła pęknąć na pół pod wpływem lekkiego popołudniowego wiatru.
Kilka godzin później poszedłem na podwórko z zamiarem. Delikatnie wyjąłem roślinę z plastikowego pojemnika. Wkopałem łopatę głęboko w przypadkowy skrawek ziemi i połączyłem roślinę z ziemią w jednorazowym kubku Solo.
Po podlaniu jej wodą z kranu kuchennego, umieściłem maleńki klon na parapecie kuchennym od strony południowej, obok rośliny doniczkowej, która kwitła w tym miejscu od lat.
Kiedy moja żona wróciła do domu późnym wieczorem, natychmiast skomentowała naszą nową roślinę domową i nazwała ją Shelby.
I tak właśnie staliśmy się hodowcami marihuany.
Szczegóły eksperymentu
Jedną z moich ulubionych cech muzyka Jacka White’a – a jest ich wiele – jest jego skłonność do ograniczania się w imię sztuki. Na jednej płycie White Stripes celowo całkowicie unikał solówek gitarowych, podczas gdy na innej sesji nagraniowej korzystał wyłącznie z zabytkowych instrumentów i sprzętu. Słynne jest to, że stworzył często naśladowaną linię basu Seven Nation Army nie za pomocą gitary basowej, ale mocno zmodyfikowanej półakustycznej gitary z pustym korpusem.
Z Shelby też grałem według własnych zasad: Sadziłem ją w ziemi wykopanej z mojego podwórka, karmiłem ją tylko wodą, a jej egzystencja opierała się na dostępie do światła słonecznego – głównie tego, które pobierała z parapetu, choć czasami wystawialiśmy ją na zewnątrz, by chłonęła więcej bezpośrednich promieni.
Bez specjalnej gleby czy kompostu. Żadnych składników odżywczych ani lamp do uprawy.
Ta hiper-podstawowa konstrukcja była więcej niż wystarczająca, aby napędzić wzrost chwastów na moim podwórku. Ale czy to wystarczyło dla tego konkretnego chwastu?
Shelby urosła w ciągu tych pierwszych tygodni i miesięcy. Kiedy po raz pierwszy przyniosłem ją do domu tego popołudnia, miała 3 cale wysokości. Wkrótce jej łodyga zmieniła kolor z jasnozielonego na mocniejszy brąz, a jej rozmiar podwoił się. Maleńkie kwiaty zaczęły się rozwijać, gdy roślina zaczęła osiągać 9 cali, co uzasadniało większą doniczkę, a jej pąki stały się bardziej wyraźne, gdy osiągnęła 12 cali.
I choć obserwowanie jej ewolucji było niesamowicie satysfakcjonujące, było również dla mnie jasne – i boleśnie, zabawnie jasne dla moich przyjaciół, którzy zajmują się uprawą profesjonalnie – że Shelby chciała więcej. Chciała bardziej spójnego źródła światła. Chciała lepszego jedzenia i witamin. Była szczęśliwa, zielona i kwitła, oczywiście, ale daleko jej było do rozkwitu, o czym świadczy jej karłowaty rozmiar.
Gdy nadeszła jesień, Shelby odczuła sezonowe zmiany bardziej niż ja. Prawie opadła z sezonowej depresji, gdy jej wycieczki na zewnątrz stały się rzadsze, a dni stały się krótsze. Mając 13 cali wysokości, była zaledwie cieniem wspaniałych roślin, które widziałem w legalnych uprawach indoor w całym legalnym świecie. W porównaniu do gigantycznych 12-metrowych roślin w Humboldt i Mendo, była zaledwie mrówką.
Zioło nie rośnie jak chwast, jak się okazuje, ale jest coś ważniejszego, czego można się nauczyć z mojego doświadczenia.
Nieoczekiwana lekcja
Podczas tych miesięcy opieki nad Shelby wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Kiedy każdego ranka wbijałem kłykcie w ziemię – czasem ją podlewając, a czasem nie, czasem zabierając ją na opalanie, a innym razem zostawiając ją w oknie kuchennym – połączyłem się z nią i z konopiami indyjskimi na innym poziomie niż kiedykolwiek wcześniej.
Zamiast identyfikować się jako konsument produktów z marihuany, uprawiałem teraz samą roślinę. Planowałem skromne zbiory i zastanawiałem się, jak inaczej będę uprawiał kolejną roślinę.
Byłem hodowcą marihuany.
Oczywiście, że to ma sens. Jeśli coś uprawiasz, rozwijasz z tym głębszą relację. Duma z jedzenia i dzielenia się ogórkami i pomidorami z własnego ogrodu istnieje nie bez powodu, a duma ta jest oczywiście podzielana zarówno przez profesjonalnych hodowców konopi, jak i hodowców domowych.
Chociaż nie spodziewałem się tak pogłębionej relacji z marihuaną po wyhodowaniu tylko jednej rośliny, to cieszę się z tego. Jest to potężne przypomnienie o tym, że jest to produkt natury i nawet jeśli marihuana nie rośnie tak prosto jak chwast, jej prosta złożoność jest czymś, co z pewnością sprawi, że będzie to przyszłe hobby w moim domu.
Pierwotnie opublikowane w drukowanym wydaniu Cannabis Now. DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ
POWIEDZ NAM, czy próbowałeś swoich sił w hodowli marihuany?



