20.1 C
Warszawa
niedziela, 21 czerwca, 2026
spot_imgspot_img

Top 5 tego tygodnia

spot_img

Powiązane posty

Naprawdę, naprawdę dobra czarownica

Kredyt: Getty Images

Rozmowa z Shelley Johnson – znaną milionom swoich obserwujących jako „Dobra Czarownica” – sprawia wrażenie, jakby karty z motywującymi sentencjami ożyły, tyle że są mniej wygładzone i o wiele bardziej zabawne.

„Bycie pełną osobą nie polega na osądzaniu. Bycie pełną osobą polega na akceptowaniu siebie”.

„Jesteś boska i jesteś połączona. Nic na tej ziemi nie może cię zachwiać”.

„To, co o mnie myślisz, nie jest moją sprawą”.

To tylko kilka z jej mantr.

Minęło zaledwie kilka minut naszej rozmowy przez Zoom – w ten sposób Johnson przeprowadza wszystkie swoje wirtualne wróżby z kart tarota – a ja już czuję się lepiej, spokojniej. W wieku 73 lat Johnson opanowała coś, czego większość ludzi szuka przez całe życie: umiejętność bycia w pełni obecnym.

Ale Johnson nie stała się „Dobrą Czarownicą” w wieku 69 lat, kiedy to jej profil na Instagramie @agoodwitchofficial zyskał popularność. Przez ponad trzy dekady pracowała jako terapeutka zajęciowa, zakładając w latach 70. własną praktykę – co było wówczas rzadkością wśród kobiet – i pomagając pacjentom, którzy wierzyli, że ich życie jest ograniczone, na nowo odkryć to, co jest możliwe. Jej metody nie zawsze były konwencjonalne. Wykorzystywała humor, bezkompromisową szczerość, a nawet karty tarota, aby lepiej zrozumieć, jak nawiązać kontakt z osobami, które leczyła.

„Zawsze zadawałam to samo pytanie” – mówi. „Jak sprawić, byś się zrelaksował, cieszył, uczył i rozwijał?”

To pytanie nadal kieruje wszystkim, co robi dzisiaj – po prostu jest opakowane inaczej.

wysoka kapłanka Shelley Johnson, znana również jako Dobra Czarownica, zyskała grono zwolenników, ufając swojej intuicji. „Nie ograniczają mnie pomysły innych ludzi” – mówi. „To ja tworzę rzeczywistość mojego życia”.

Przeglądając profile Johnson w mediach społecznościowych, można znaleźć mieszankę niecodziennego humoru, treści dotyczących konopi indyjskich i cennych życiowych rad. W jednej chwili żartuje na temat palenia marihuany i dzieli się wskazówkami dotyczącymi czyszczenia bonga; w następnej przypomina widzom, by kochali siebie takimi, jakimi są – a potem, po mastektomii, odsłania swoją klatkę piersiową, zachęcając ich do pozbycia się wstydu związanego z własnym ciałem. To chaotyczne, nieco rozbrajające – i zamierzone. Szczególnie konopie pomogły jej przyciągnąć ludzi.

„Daję wam to, czego chcecie, żebyście słuchali tego, co mam do powiedzenia” – mówi, dodając, że jej humor związany z konopiami ma pomóc ludziom pozbyć się wstydu związanego z tym, co ona postrzega jako normalny, regulacyjny lek.

Johnson otwarcie mówi o swojej relacji z tą rośliną – zaczęła w młodym wieku, była trzeźwa przez prawie dwie dekady, a potem wróciła do niej po tym, jak diagnoza raka piersi sprawiła, że leczenie farmakologiczne stało się nie do zniesienia. „Zaczęłam znowu palić w wieku 50 lat, rzuciłam leki i przestałam wariować” – mówi. „Nie jestem szaloną suką, kiedy palę trawkę”.

Ale szybko wyjaśnia: konopie nie są lekarstwem.

„Panaceum to regulacja układu nerwowego” – mówi. „Marihuana tego nie naprawia – pomaga w tym”.

Tą kwestią układu nerwowego Johnson zajmowała się dogłębnie po zdiagnozowaniu raka w 2000 roku. Zrezygnowała z terapii zajęciowej i wróciła do szkoły, by studiować sztuki plastyczne, gdzie odkryła, że rzeźba – praca rękami, bycie w pełni obecnym w danej chwili – stanie się kluczowym elementem jej powrotu do zdrowia. „Rzeźbię, bo muszę – dla regulacji neurologicznej” – mówi. „Potrzebuję czasu, w którym nie myślę, nie martwię się o przyszłość ani o przeszłość”.

Zdała sobie z tego sprawę zwłaszcza po wystąpieniu neuralgii nerwu trójdzielnego jako skutku ubocznego chemioterapii, która przez lata powodowała przewlekły ból twarzy. Ostatecznie nie pomogły leki, ale zmiana punktu skupienia. „Kiedy przestaję zwracać uwagę na swoje ciało, ból ustępuje” – mówi. „Dlatego muszę rzeźbić”.

Johnson używa konopi jako narzędzia, tak samo jak rzeźby. Jedno zaciągnięcie się przed treningiem. Przed spacerem. Przed malowaniem lub rzeźbieniem. Nie po to, by uciec, ale by zwolnić na tyle, by się zaangażować.

„Jeśli jestem zbyt na haju, tracę siebie” – mówi. Jej zdaniem prawdziwym problemem nie jest to, czego ludzie używają, ale dlaczego to robią. Dlatego trzyma się produktów o niskiej zawartości THC, zrównoważonych – często to organiczne kwiaty z upraw zewnętrznych od Moon Made Farms. Zbyt silne odurzenie, jak twierdzi, całkowicie mija się z celem. Celem nie jest ucieczka – chodzi o to, by pozostać obecnym.

„Ludzie nie uciekają od rzeczywistości” – mówi. „Uciekają od samych siebie”.

To perspektywa ukształtowana nie tylko przez osobiste doświadczenia, ale także przez dziesięciolecia pracy z innymi. Na długo przed tym, zanim zyskała popularność w sieci, Johnson opracowała już inne niekonwencjonalne narzędzie: tarot. Czyta karty od ponad pół wieku, zaczynając wkrótce po ukończeniu college’u, kiedy nie była pewna, jak nawiązać emocjonalną więź ze swoim pierwszym pacjentem.

Kupiła więc talię kart tarota. Wieczorami, podczas sporządzania kart, wyciągała karty i wykorzystywała je, aby lepiej zrozumieć, jak podejść do każdego pacjenta. „Zawsze interpretuję karty w sposób, który pozwala ludziom uczyć się i rozwijać” – mówi. „Nie w sposób, który pokazuje ograniczenia”.

wspólna opieka Shelley Johnson i Steve DeAngelo, wieloletni aktywista na rzecz konopi indyjskich i obecny dyrektor wykonawczy One Plant Alliance, dzielą się jointem.

Innymi słowy, ta sama praca, którą wykonywała jako terapeutka – pomaganie ludziom w przeformułowaniu ich doświadczeń, regulowaniu reakcji i pójściu naprzód – tylko przez inny pryzmat.

Ta spójna linia sprawia, że obecna osobowość Johnson wydaje się mniej przemianą, a bardziej ewolucją. „Dobra czarownica” narodziła się z konieczności podczas pandemii, kiedy Johnson nie mogła już sprzedawać swoich dzieł osobiście i musiała przyciągnąć ruch w sieci. Konsultant zasugerował, by sprzedawała siebie, a nie tylko swoją sztukę.

„Kim mogłabyś być?” – zapytał.

„Cóż, jestem czarownicą” – odpowiedziała.

Dla Johnson ta etykieta nie dotyczyła estetyki ani mistycyzmu. Chodziło o sprawczość.

Dlaczego jestem czarownicą? Ponieważ mogę tworzyć wszystko, co tylko zechcę” – mówi. To ten sam system przekonań, który wyznaje od dziesięcioleci: ludzie nie są ograniczeni przez okoliczności, a jedynie przez sposób, w jaki o nich myślą. „Nie ograniczają mnie poglądy innych ludzi” – mówi. „To ja tworzę rzeczywistość swojego życia”.

Ten sposób myślenia pomógł jej przetrwać życie, w którym została wyrzucona z wielu kościołów, zbudowała karierę na własnych warunkach, pokonała raka, wychowała dwie córki i nieustannie odkrywała na nowo sposoby wyrażania siebie – czy to poprzez terapię, sztukę, czy obecnie media społecznościowe.

To właśnie przemawia do milionów ludzi, którzy ją śledzą.

Treści Johnson nie są dopracowane ani inspirujące w tradycyjnym sensie. Są surowe, czasem chaotyczne, często zabawne, a czasami tak dosadne, że aż krępujące. Ale pod tym wszystkim kryje się spójne przesłanie: Zrelaksuj się. Zwróć uwagę. Ucz się. Rozwijaj się.

W internetowym świecie przepełnionym wyselekcjonowanymi poradami dotyczącymi dobrego samopoczucia i idealnie opakowanymi poradnikami samopomocy podejście Johnson wyróżnia się właśnie dlatego, że nie próbuje być niczym innym niż tym, czym jest. Nie pozycjonuje się jako guru. Nie twierdzi, że zna wszystkie odpowiedzi. Jeśli już, to robi to, co zawsze robiła – spotyka się z ludźmi tam, gdzie się znajdują, przyciąga ich uwagę w każdy możliwy sposób, a następnie popycha ich w kierunku czegoś lepszego.

Można to nazwać terapią. Można to nazwać duchowością. Można to nazwać treścią.

Ona nazywa to byciem dobrą czarownicą. My też.



Popularne artykuły