23.2 C
Warszawa
sobota, 20 czerwca, 2026
spot_imgspot_img

Top 5 tego tygodnia

spot_img

Powiązane posty

MLK i marihuana: Jak działalność lidera ruchu na rzecz praw obywatelskich wpływa na dążenia do legalizacji marihuany

Kredyt: Getty Images

Martin Luther King Jr. skończyłby w tym miesiącu 96 lat, gdyby nie został zabity przez zamachowca 4 kwietnia 1968 roku. Oczywiście nie da się przewidzieć, jak wyglądałyby dzisiaj Stany Zjednoczone, gdyby żył – ani co pomyślałby o politycznych dylematach naszych czasów.

Istnieją jednak pewne oczywiste podobieństwa między jego czasami a naszymi. Kraj nadal jest głęboko podzielony pod względem politycznym. Wielu aktywistów i naukowców twierdzi, że rasistowska struktura władzy, z którą walczył King, ponownie się umocniła – tym razem pod postacią „wojny z narkotykami” i masowych aresztowań. Jego dziedzictwo stanowi zatem lekcję dla tych, którzy obecnie walczą o legalizację konopi indyjskich.

Cykle represji i rewolucji

Najważniejszą spośród tych naukowców jest Michelle Alexander, autorka bestsellera z 2010 roku The New Jim Crow: Mass Incarceration in the Age of Colorblindness. Alexander przyjmuje długofalową perspektywę walki o sprawiedliwość rasową w Stanach Zjednoczonych i przedstawia ponury obraz sytuacji. Pokazuje, jak wiele osiągnięć Kinga zostało zniweczonych po jego śmierci – tym razem pod nową „neutralną rasowo” postacią, która służy jedynie zamaskowaniu utrwalonego rasizmu instytucjonalnego.

Alexander zauważa, że w 1972 r. w więzieniach i aresztach w całym kraju przebywało mniej niż 350 000 osób. Obecnie jest ich 2 miliony. W rzeczywistości Stany Zjednoczone mają najwięcej osób przebywających za kratkami spośród wszystkich krajów na świecie, zarówno w ujęciu w przeliczeniu na jednego mieszkańca jak i w wartościach bezwzględnych. Jest to z pewnością ironia losu dla kraju, który reklamuje się jako „kraina wolności”.

Wśród tych 2 milionów osób przebywających w więzieniach znajduje się 40 000 osób, które pozostają w więzieniach stanowych lub federalnych z powodu wyroków związanych z konopiami indyjskimi — około połowa z nich za przestępstwa związane wyłącznie z marihuaną. Jeśli dodać do tego osoby oczekujące na spotkanie z sędzią w lokalnych więzieniach, liczba ta może sięgać 100 000 w dowolnym dniu. A dysproporcje rasowe nie mogłyby być bardziej oczywiste. Raport Amerykańskiej Unii Wolności Obywatelskich z 2013 r., zatytułowany „Marihuana w czerni i bieli: miliardy dolarów zmarnowane na aresztowania oparte na uprzedzeniach rasowych”, przeanalizował dane krajowe. Stwierdzono, że osoby czarnoskóre są ponad trzykrotnie bardziej narażone na aresztowanie za posiadanie konopi indyjskich niż osoby rasy białej – mimo że spożywają tę roślinę w zasadniczo podobnym stopniu.

Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy kraj ten doświadcza znacznego i ciężko wywalczonego postępu w zakresie równości rasowej, który w dużej mierze (przynajmniej) ulega odwróceniu, a ta sama struktura władzy odradza się w nowej postaci. Niewolnictwo zostało zniesione w następstwie wojny secesyjnej. Jednak, jak Alexander cytuje historyka i wczesnego działacza na rzecz praw obywatelskich W. E. B. Du Boisa z jego książki z 1935 r. „Black Reconstruction in America”, „Niewolnik został uwolniony, przez chwilę cieszył się wolnością, a potem ponownie powrócił do niewoli”.

Na południu, okupowanym przez wojska Unii po wojnie secesyjnej, czarnoskórzy po raz pierwszy głosowali, zasiadali w ławach przysięgłych i sprawowali wybieralne urzędy – aż do momentu, gdy nastąpiła reakcja. W 1877 r. wojska federalne zostały wycofane. W kolejnych latach, bez ingerencji federalnej, Ku Klux Klan stosował terror, egzekwując legalną segregację rasową w południowych stanach — system znany jako Jim Crow. Czarni byli często sprowadzani do stanu zbliżonego do niewolnictwa poprzez system dzierżawy, a także pozbawiani prawa głosu poprzez systematyczne odbieranie im praw wyborczych.

Dopiero prawie sto lat po wojnie secesyjnej system ten został podważony. W swojej książce Why We Can’t Wait, będącej relacją z kampanii z 1963 r. w Birmingham mającej na celu zniesienie segregacji rasowej w największym mieście Alabamy, King napisał o „trzeciej rewolucji Ameryki – rewolucji murzyńskiej”.

Według Kinga pierwszą rewolucją w kraju była ta, którą faktycznie nazywamy „rewolucją” – wojna o niepodległość, chociaż pozostawiła ona arystokrację południową posiadającą niewolników całkowicie na swoim miejscu. Druga była prawdopodobnie znacznie bardziej rewolucyjna – wojna secesyjna, w wyniku której zlikwidowano system niewolniczy. Ruch na rzecz praw obywatelskich Kinga był jawnie pokojowy, ale nadal był to rodzaj rewolucji – obalenie struktury władzy poprzez fizyczny i moralny opór.

Pomimo gwałtownej reakcji zarówno ze strony policji, jak i terrorystów z Ku Klux Klanu, kampania ostatecznie wpłynęła na opinię publiczną, czego wynikiem było uchwalenie ustawy o prawach obywatelskich z 1964 r. i innych przełomowych aktów prawnych, które ostatecznie położyły kres legalnemu apartheidowi w Ameryce.

Jednak w roku zabójstwa Kinga krajowe elity polityczne poparły reakcję – dokładnie tak samo jak w 1877 roku. W kampanii prezydenckiej w 1968 roku republikański kandydat Richard Nixon po raz pierwszy użył retoryki „wojny z narkotykami” (chociaż faktycznie ukuł to wyrażenie trzy lata później, kiedy uchwalono ustawę o substancjach kontrolowanych). Nixon promował retorykę rasizmu, używając ledwo zakodowanych terminów.

W swojej książce Alexander cytuje specjalnego doradcę Nixona, Johna Ehrlichmana, który w swoich wspomnieniach z 1982 roku Witness To Power: The Nixon Years: „Będziemy ścigać rasistów”. Ehrlichman bez ogródek napisał, że podczas całej kampanii wyborczej w 1968 r. „w wypowiedziach i przemówieniach Nixona zawsze obecny był podprogowy apel do wyborców nastawionych antyczarnoskórczo”.

Alexander nie wspomniał jednak o innym cytacie przypisywanym Ehrlichmanowi, w którym równie wyraźnie wskazał na związek między tym podprogowym rasizmem a kampanią antynarkotykową. Dziennikarz Dan Baum w kwietniowym wydaniu magazynu Harper’s z 2016 r. przytacza cytat, który, jak twierdzi, pochodzi z wywiadu z Ehrlichmanem z 1994 r.: „Kampania Nixona w 1968 r., a następnie Biały Dom Nixona miały dwóch wrogów: lewicę antywojenną i czarnoskórych… poprzez skojarzenie przez opinię publiczną hipisów z marihuaną, a czarnoskórych z heroiną, a następnie surowe kryminalizowanie obu grup, mogliśmy zakłócić funkcjonowanie tych społeczności. Mogliśmy aresztować ich przywódców, przeprowadzać naloty na ich domy, przerywać ich spotkania i oczerniać ich noc po nocy w wieczornych wiadomościach. Czy wiedzieliśmy, że kłamiemy w sprawie narkotyków? Oczywiście, że tak”.

A reakcja dopiero się zaczynała.

Narodziny nowego Jima Crowa

Nowy porządek został ugruntowany w ciągu następnej dekady. W 1973 r., w tym samym roku, w którym utworzono federalną agencję Drug Enforcement Administration, stan Nowy Jork wprowadził ustawy Rockefellera, które jako pierwsze w kraju nakładały obowiązkowe kary minimalne za przestępstwa narkotykowe. W 1977 r. Nowy Jork zdekryminalizował marihuanę, uchylając surowe ustawy Rockefellera w odniesieniu do marihuany przeznaczonej do użytku osobistego, ale drakońskie przepisy dotyczące kokainy i heroiny pozostały niezmienione.

Wraz z wyborem Ronalda Reagana w 1980 r. retoryka „wojny z narkotykami” została ponownie ożywiona, a ustawa o przeciwdziałaniu nadużywaniu narkotyków z 1986 r. wprowadziła obowiązkowe kary minimalne w całym kraju. Dziesięć lat później raport ACLU stwierdził, że prawo to „zrujnowało społeczności afroamerykańskie i społeczności o niskich dochodach”.

Ustawa z 1986 r. wprowadziła również dysproporcję w wymiarze kary za crack i kokainę w proszku – ponieważ crack zalewał społeczności czarnoskórych i skutkował znacznie dłuższymi wyrokami. Znalazło to również odzwierciedlenie w postrzeganiu społecznym i przedstawianiu w mediach. Na początku lat 80. kokaina w proszku była symbolem statusu białych yuppies. Kiedy crack pojawił się na ulicach od Nowego Jorku po Los Angeles, natychmiast został napiętnowany przez skojarzenie z przestępczą (czytaj: czarną) klasą społeczną.

W tym okresie nastąpiła również gwałtowna militaryzacja sił policyjnych, a wojna z narkotykami, według słów Alexandra, przeszła „od hasła politycznego do rzeczywistej wojny”. Ustawa o współpracy wojskowej z organami ścigania z 1981 r. zaczęła osłabiać barierę, która istniała między siłami zbrojnymi a policją od zakończenia okresu rekonstrukcji.

DEA połączyła siły z lokalnymi siłami policyjnymi, aby wprowadzić operację Pipeline, program kontroli ruchu drogowego i przeszukiwania pojazdów, który spotkał się z protestami ACLU jako oparty na systematycznym „profilowaniu rasowym”.

Było to możliwe dzięki serii niekorzystnych orzeczeń Sądu Najwyższego — Terry przeciwko Ohio w 1968 r., Floryda przeciwko Bostick w 1991 r., Ohio przeciwko Robinette w 1996 r. — które dramatycznie osłabiły czwartą poprawkę. Alexander pisze, że decyzje te umożliwiły „przeszukania za zgodą” — w których kierowca (lub pieszy, lub mieszkaniec domu) wyraża ustną zgodę na przeszukanie, ale w rzeczywistości robi to pod presją policji.

Oczywiście, całkowicie białe składy sędziowskie były bardziej skłonne do skazywania osób czarnoskórych, a prokuratorzy nadal mogli wykluczać osoby niebiałe z pełnienia funkcji ławników, pomimo orzeczenia Sądu Najwyższego z 1986 r. Batson przeciwko Kentucky, , która zakazała dyskryminacji ze względu na rasę przy wyborze ławników. Jak pisze Alexander, „jedyną zmianą jest to, że prokuratorzy muszą wymyślić neutralną rasowo wymówkę dla wykluczenia”.

W błędnym kole masowe więzienie samo w sobie służyło utrwaleniu systemu masowego więzienia. Skazani przestępcy są wykluczani z ław przysięgłych w wielu stanach, a tylko Maine i Vermont pozwalają więźniom głosować (podobnie jak większość krajów Europy Zachodniej).

System ten nie uległ zmianie, gdy Demokraci powrócili do Białego Domu. W latach rządów Billa Clintona federalne wydatki na budownictwo socjalne spadły o 60%, a wydatki na więzienia wzrosły o 170% do 19 miliardów dolarów. W latach 2000. budowa więzień w końcu zaczęła się stabilizować, ale rzeczywista populacja więźniów pobiła nowe rekordy w 2008 r. i „nie widać końca tej tendencji”.

Alexander pisze: „Dziewięćdziesiąt procent osób osadzonych w więzieniach za przestępstwa narkotykowe w wielu stanach stanowili czarnoskórzy lub Latynosi, jednak masowe więzienie społeczności kolorowych tłumaczono w kategoriach neutralnych rasowo, dostosowując się do potrzeb i wymagań ówczesnego klimatu politycznego. Tak narodził się nowy Jim Crow”.

Było to całkowicie nieproporcjonalne do rzeczywistego zagrożenia, jakie stanowiły nielegalne narkotyki. W latach 80. każdego roku odnotowywano około 22 000 zgonów spowodowanych jazdą pod wpływem alkoholu, spośród 100 000 zgonów związanych z alkoholem. Według słów Alexander: „Liczba zgonów związanych ze wszystkimi nielegalnymi narkotykami łącznie była niewielka w porównaniu z liczbą zgonów spowodowanych jazdą pod wpływem alkoholu.”

Wśród niezliczonych historii o terrorze policyjnym w imię egzekwowania przepisów antynarkotykowych Alexander przytacza historię Alberty Spruill – 57-letniej kobiety z Harlemu, która zmarła na zawał serca w maju 2003 r. po tym, jak policjanci wyłamali jej drzwi i wrzucili do jej mieszkania granat ogłuszający. W mieszkaniu nie znaleziono żadnych narkotyków ani innych nielegalnych przedmiotów. Policjanci działali na podstawie fałszywej informacji od informatorów, którzy sami zostali złapani za posiadanie marihuany.

Czwarta rewolucja?

W dużej mierze dzięki rosnącej świadomości społecznej, w ciągu ostatniej dekady nastąpił pewien postęp w walce z wojną z narkotykami. W 2009 roku, po zaciętej kampanii aktywistów, w Nowym Jorku ostatecznie uchylono ustawy Rockefellera. Jedenaście stanów zalegalizowało obecnie marihuanę, a prawie wszystkie wprowadziły przynajmniej pewne przepisy dotyczące jej stosowania w celach medycznych, co znacznie zmniejszyło presję na substancję kontrolowaną przez władze federalne.

Jednak nawet pomimo postępów istnieją wyraźne i frustrujące oznaki, że sama zmiana prawa nie wystarczy. Od Nowego Jorku (gdzie polityka zmniejszyła nacisk na aresztowania związane z konopiami indyjskimi) po Kolorado (gdzie konopie indyjskie są obecnie legalne) ogólna liczba aresztowań za posiadanie marihuany znacznie spadła — jednak nadal utrzymują się wyraźne dysproporcje rasowe w aresztowaniach, które są kontynuowane dzięki różnym lukom prawnym.

Michelle Alexander kończy swoją wypowiedź litanią niezbędnych reform prawnych, a następnie stwierdza, że ostatecznie są one niewystarczające: „Należy uchylić przepisy dotyczące obowiązkowych wyroków za przestępstwa narkotykowe. Marihuana powinna zostać zalegalizowana (a być może również inne narkotyki)… Lista ta mogłaby oczywiście być dłuższa, ale sedno sprawy zostało już przedstawione. Główne pytanie dla zwolenników sprawiedliwości rasowej brzmi: czy naprawdę chcemy położyć kres systemowi kontroli, czy nie?”.

Cytuje ona książkę Martina Luthera Kinga zawierającą zbiór przemówień, A Testament of Hope: „Biała Ameryka musi zdać sobie sprawę, że sprawiedliwość dla czarnych nie może zostać osiągnięta bez radykalnych zmian w strukturze naszego społeczeństwa. Ci, którzy żyją w komforcie, mają ugruntowaną pozycję i przywileje, nie mogą dalej drżeć na myśl o zmianie status quo”.

Istnieje wiele innych cytatów wielkiego przywódcy ruchu na rzecz praw obywatelskich, które rzucają równie jasne światło na obecny impas, w którym stają się oczywiste ograniczenia samych postępów prawnych. W swoim liście z więzienia w Birmingham z kwietnia 1963 r. King uzasadnił swoje obywatelskie nieposłuszeństwo następującymi słowami: „Niesprawiedliwe prawo to kodeks, którego przestrzegania większość liczbowa lub władza wymusza na mniejszości, ale który nie jest wiążący dla niej samej”.

Przypomina to zarówno względną bezkarność białych użytkowników kokainy w latach 80., kiedy to społeczności czarnoskórych zostały zmilitaryzowane w imię walki z narkotykami, jak i białych przedsiębiorców, którzy obecnie nieproporcjonalnie bogacą się na legalnej marihuanie, podczas gdy czarnoskórzy użytkownicy nadal są nieproporcjonalnie kryminalizowani.

W Why We Can’t Wait, King napisał o tym, jak kraj potrzebował „Karty Praw dla osób znajdujących się w niekorzystnej sytuacji” – przewidując obecne żądania odszkodowań za wojnę z narkotykami, łącząc legalną marihuanę z zajęciem się szkodami spowodowanymi przez prohibicję i związaną z nią matrycą niesprawiedliwości społecznej.

Pogląd, że legalizacja marihuany jest konieczna, ale niewystarczająca, przypomina raport Kinga z 1967 r. skierowany do pracowników Southern Christian Leadership Conference, głównego organu koordynującego kampanię na rzecz praw obywatelskich.

W „Raporcie dla pracowników SCLC” zauważył, że marsz z Selmy do Montgomery w 1965 r. doprowadził do uchwalenia ustawy o prawie wyborczym pod koniec tego samego roku — co było kluczowym zwycięstwem. Jednak napisał: „Przeszliśmy od ery praw obywatelskich do ery praw człowieka, ery, w której jesteśmy wezwani do postawienia pewnych podstawowych pytań dotyczących całego społeczeństwa. Byliśmy częścią ruchu reformatorskiego… Jednak po Selmie i uchwaleniu ustawy o prawie wyborczym wkroczyliśmy w nową erę, która musi być erą rewolucji. Musimy zdać sobie sprawę, że nie rozwiążemy naszego problemu, dopóki nie nastąpi radykalna redystrybucja władzy gospodarczej i politycznej”.

Jeśli legalizacja konopi indyjskich ma naprawdę zniwelować społeczne szkody spowodowane prohibicją, jej zwolennicy mogą spodziewać się podobnego rozrachunku w nadchodzącym okresie.

Popularne artykuły