Rozpoczęła się kampania, w ramach której amerykańskie zainteresowane strony i prawodawcy sprzeciwiają się zakazowi dotyczącemu produktów z konopi odurzających, który ma wejść w życie pod koniec tego roku.
Od połowy grudnia członkowie Kongresu sygnalizują obawy dotyczące niezamierzonych konsekwencji nowej federalnej definicji konopi zawartej w uchwalonej pod koniec ubiegłego roku ustawie o finansowaniu rządu USA. Organy regulacyjne stanowe analizują, w jaki sposób ich ramy prawne będą zgodne z przepisami prawa federalnego, podczas gdy zainteresowane strony z branży ostrzegają przed skutkami ubocznymi dla całego sektora konopi indyjskich.
W Senacie projekt ustawy został przedstawiony 15 stycznia, aby opóźnić wprowadzenie nowych ograniczeń. W Izbie Reprezentantów ustawa o przewidywalności upraw konopi miałaby ten sam skutek, wprowadzając prawo w życie za trzy lata, a nie w listopadzie tego roku. Tymczasem kilka stanów już przygotowuje się na skutki wprowadzenia nowych przepisów, wprowadzając zasady i kanały, które mogą utrzymać część rynku w stanie, nawet jeśli handel międzystanowy zostanie sparaliżowany.
Niezależnie od tego, co sądzimy o proponowanych rozwiązaniach, nie da się uniknąć praktycznego wniosku: zakaz stosowania środków odurzających z konopi (obecnie nazywanych w Europie „aktywnymi konopiami”) nie jest już tylko teorią.
Miejmy nadzieję, że stanie się on trwały i niepodważalny.
Kto płacze
Większość publicznego oburzenia wywołanego ograniczeniami pochodzi od firm zajmujących się CBD, które obawiają się, że ich produkty zostaną objęte represjami wraz z delta-8 i innymi środkami odurzającymi z konopi.
Ironią losu jest to, że wiele z tych samych firm chętnie dostarczało surowiec do nieuregulowanej i niebezpiecznej produkcji tych odurzających produktów konopnych, które są wytwarzane z CBD. Nowe sformułowanie ustawowe zaostrza definicję legalnych konopi, stosując normę maksymalnej łącznej zawartości THC wynoszącej 0,4 mg na opakowanie gotowych produktów konsumenckich. Słowo „łączna” jest tutaj ważne, ponieważ wszystkie konopie indyjskie (zarówno konopie o niskiej zawartości THC, jak i marihuana o wysokiej zawartości THC) zawierają różne formy THC poza najbardziej znaną, delta 9.
Znaczna część dzisiejszych produktów CBD o pełnym spektrum, wytwarzanych z konopi, naturalnie zawiera śladowe ilości tych wariantów THC i dlatego może nie spełniać wymogu 0,4 mg, chyba że zostanie zmieniona ich formuła.
Mówiąc wprost: przepisy dotyczące żelków sprzedawanych na stacjach benzynowych mogą również zakłócić sprzedaż popularnych produktów wellness sprzedawanych w aptekach i sklepach z naturalną żywnością. Niektórzy twierdzą, że limit 0,4 miligrama THC na opakowanie skutecznie zniszczyłby większość istniejącego rynku kannabinoidów pochodzących z konopi, który składa się głównie z preparatów CBD.
Ryzyko na ryzyku
W przypadku sektora kannabinoidów konopnych jest to ryzyko na ryzyku, ponieważ sam rynek CBD nigdy nie był w znaczący sposób regulowany.
Projekty ustaw przedstawione w ostatnich tygodniach również nie przyniosłyby żadnych znaczących zmian w tym zakresie. Po prostu odkładają one problem na później, przedłużając termin dostosowania się do zakazu dotyczącego konopi odurzających. Nie ustanawiają one spójnych ram regulacyjnych dla kannabinoidów pochodzących z konopi i nie chronią legalnych produktów CBD o pełnym spektrum działania. Nie rozwiązują one problemu kłopotliwego limitu 0,4 miligrama THC i, co oczywiste, nie znoszą zakazu.
W próżnię
W centrum polityki dotyczącej kannabinoidów pochodzących z konopi istnieje intelektualna próżnia: prawodawcy uznają problem, przemysł narzeka na konsekwencje, a mimo to nie powstały jeszcze żadne kompleksowe ramy dotyczące CBD i innych kannabinoidów z konopi.
Niektórzy producenci tych obiecujących kannabinoidów konopnych działają w sposób zdyscyplinowany i stosują silne kontrole wewnętrzne. Inni wyraźnie tego nie robią. Konsumenci są zmuszeni interpretować raporty laboratoryjne o bardzo zróżnicowanej jakości na rynku, na którym badania naukowe wielokrotnie dokumentowały błędne oznakowanie, nieoczekiwaną zawartość THC i niespójne receptury. Wszystko to potęguje fakt, że szara strefa CBD istnieje nieprzerwanie od prawie dziesięciu lat.
Producenci mają rację, krytykując rząd federalny za brak jasnych przepisów dotyczących CBD. Jednak nieuczciwe jest udawanie, że branża jest jedynie ofiarą. W pogoni za środkami odurzającymi wielu chciwych graczy przedkładało szybkie zyski nad dyscyplinę i budowanie legalności sektora. Teraz protestują, że prawodawcy zareagowali ostro?
Co to jest Twoim pomysłem?
Chociaż interesariusze branżowi krytykowali proponowany federalny limit THC, teraz, gdy został on wprowadzony, zaproponowali stosunkowo niewiele spójnych alternatywnych standardów w ciągu dekady istnienia szarej strefy rynku CBD. Reakcje polityczne w dużej mierze ograniczyły się do sprzeciwu, zamiast skupić się na konstruktywnej strategii.
Niektóre głosy proponują wyższe progi THC na porcję, często podając wartości takie jak 5 miligramów, ale pomysły te pojawiają się głównie w listach poparcia i nieformalnych dokumentach przedstawiających stanowisko, bez konsensusu i bez poważnej struktury regulacyjnej. Wynik jest przewidywalny: prawodawcy mają konkretną propozycję egzekwowania przepisów, a sam sektor nie przedstawił nic równie poważnego.
Jak poważni jesteśmy?
Ironią losu jest to, że nieodurzające kannabinoidy, takie jak CBD, stanowią jedne z najbardziej obiecujących, społecznie akceptowalnych i komercyjnie opłacalnych zastosowań konopi, z potencjałem szerokiej dostępności, powszechnego zaufania i pełnej normalizacji. Potencjał ten zależy jednak od istnienia branży gotowej zachowywać się jak poważna branża — a nie luźnej grupy oportunistów nieustannie badających granice tego, co mogą osiągnąć.
Być może nie było realistycznego sposobu, aby powstrzymać rynek konopi odurzających, gdy osiągnął on już odpowiednią skalę. Nie można jednak ignorować faktu, że wielu z tych samych podmiotów, które obecnie ostrzegają przed szkodliwością, przyczyniło się do stworzenia warunków, które wywołały tę reakcję.
Wykorzystali wiarygodność CBD, aby bronić delta-8. Użyli słowa „konopie” jako legalnego kamuflażu. Przez lata walczyli przeciwko znaczącym standardom. A teraz są zszokowani, że prawodawcy stracili cierpliwość.
Kolejny rok niepewności
W miarę zbliżania się grudnia, kiedy to wejdzie w życie zakaz stosowania konopi odurzających, nad słowem „konopie” zawiśnie kolejny rok niepewności. Jedynym pozytywnym aspektem jest to, że zakaz może w końcu zmusić branżę do zmierzenia się z problemami, których zbyt długo unikała.
Rząd prawie na pewno podejmie dalsze działania, ale będzie to robił powoli i nie bez szkód ubocznych. Jeśli polityka ma popełniać błędy, to powinny one służyć ochronie konsumentów.
Ostatecznie przyszłość tego sektora zależy od zaufania publicznego – a zaufanie to trzeba zdobyć, a nie budować sztucznie.



